Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział II
Starzec, a było mu na imię Avery, żwawym krokiem wymijał zabieganych, przechadzających się od stoiska do stoiska ludzi, chcąc jak najszybciej opuścić targowisko. Był bardzo podekscytowany. Właśnie dobił, swoim zdaniem, dobrego targu. Przybył do miasta po to, by nabyć zdrowego, w miarę młodego konia, a zakupił małego smoka. Nigdy wcześniej nie miał okazji bliżej zapoznać się z tego typu stworzeniem, ale to teraz i tak teraz niewiele go obchodziło. Radowało go coś innego: bo jeżeli sprzedawca mówił prawdę, to za niską cenę nabył naprawdę wartościowe, wspaniałe zwierzę.
Tylko... kim właściwie był sprzedawca, skoro pozwolił sobie na tak stratną wymianę?
Avery, choć czasem zdarzało mu się przychodzić na targ, nigdy wcześniej nie widział tego ponurego, zakapturzonego mężczyzny. Usłyszał o nim przypadkiem od swojego sąsiada Tobiasa, którego spotkał w drodze do miasta - Avery opowiedział mu o swoim skradzionym koniu, ten zaś kazał mu udać się do niejakiego Czarnego Demona, który po niskich cenach sprzedaje wspaniałe, silne zwierzęta.
Wtedy nie wiedział, że pod słowami „wspaniałe, silne zwierzęta” kryją się smoki.
Kimkolwiek był Czarny Demon i gdziekolwiek zdobywa swe zwierzęta musi być albo kimś ważnym, albo najbardziej przebiegłym, wyzbytym wszelkich wartości bandytą, bowiem nigdy wcześniej nie spotkał człowieka tak aroganckiego, tak pewnego siebie. Już nawet nie brał pod uwagę faktu, iż przez cały czas Czarny zwracał się do niego na „ty”.
Minął ostatnie stoiska targowe, po czym wyszedł na zatłoczoną ulicę, gdzie wmieszał się w tłum i wraz z nim przebył kolejne miejsce uliczki.
Dokładnie wykonana ulica wkrótce ustąpiła miejsca dziurawej, rozlanej byle jak drogi. Budynki oraz różnego rodzaju własności publiczne zastąpiły ciągnące się w nieskończoność pola, tudzież drzewa leśnych kompleksów. Oszalały, stale gdzieś śpieszący się tłum, ruch samochodowy, hałas: to wszystko jakby rozpłynęło się w nicości, pozostawiając błogą, niezmąconą niczym ciszę. Tylko od czasu do czasu odezwał się ptak lub ukryty wśród traw świerszcz.
Avery z ulgą opuścił miasto. Teraz pełną piersią oddychał rześkim, przesyconym zapachem kwiatów i darni powietrzem, ucieszony, iż już nie musi wchłaniać szkodliwego smrodu spalin.
Nie znosił miejskich kompleksów. Nie lubił wszystkiego co tyczyło się nowoczesności. Wolał spokojną, cichą okolicę z dala od ludzi i ich zaśniedziałego, beznadziejnego życia. Dlatego też mieszkał w małej wsi położonej pięć kilometrów od Ermeslin City. Dobrze znał uroki wiejskiego świata, wszak od urodzenia było mu pisane zamieszkiwać jedno z gospodarstw.
Chwilowo jednak przeklinał to pustkowie. Idąc w pełnym słońcu spoglądał z utęsknieniem na ogromne, złote morze kłosów. Upadł bardzo mu doskwierał. Choć od czasu do czasu dął delikatny, chłodny wiatr to ostatecznie nie wystarczał on, by mu ulżyć. Widok nie mających końca pól jeszcze mocniej go przytłaczał: przemocą nasuwał przykrą myśl, iż do domu tak daleko. Żałował, że nie zaczekał na autobus albo po prostu nie zabrał roweru, który w sumie byłby bardziej korzystny niż rzadko jeżdżący miejski pojazd.
Przynajmniej byłbym szybciej w domu. Marudził głos w jego głowie.
Teraz masz, stary dziadzie: idź sobie w tym upale przez pole!
Przystanął nie mając siły iść dalej. Wyprostował się tak gwałtownie, że aż jego stare, spróchniałe kości mocno zatrzeszczały, wyrażając w ten sposób swój bunt. Biadoląc coś pod nosem zrzucił na ziemię szary worek, po czym z lekkim trudem opadł na trawiasty odcinek pomiędzy polem, a jezdnią.
Przez pewien czas siedział w bezruchu i odpoczywał w pełnym słońcu wśród błogiej ciszy. Wtem, ku swojemu niezadowoleniu zdał sobie sprawę z tego, iż skądś dochodzi stłumiony, przepełniony żałością pisk. Z początku, zbyt zmęczony by zareagować, starał się go ignorować. Wkrótce jednak ten stał się zbyt głośny i wręcz nie do zniesienia. Starzec wrzasnął z wściekłości, po czym szalonym, zabieganym wzrokiem jął szukać źródła dźwięku, by ewentualnie je uciszyć. Ze zdziwieniem stwierdził, iż jęk dochodzi z wnętrza worka.
- O rany! – zawołał przerażony. – Całkiem o nim zapomniałem!
Czym prędzej przyciągnął do siebie worek i rozwiązał go. Z ciemnego, dusznego wnętrza wyjął rozgrzane, zmarnowane stworzonko, które miało jeszcze tyle siły, by jęczeć i próbować zerwać więzy. Ostrożnie usadowił je na kolanach, by teraz z bliska, na spokojnie zbadać jego posturę. Przez chwilę wpatrywał się w smoka, który również go obserwował; pionowe źrenice wielkich, bursztynowych oczu poruszały się miarowo, śledząc każdy, najmniejszy ruch jego dłoni.
W końcu doszedł do wniosku, że najlepiej będzie jeśli analizę rozpocznie od łba. Podniósł swą spękaną, spracowaną dłoń, po czym zacisnął palce na drobnym, gadzim pysku. Ledwo to uczynił, smok zaczął się szarpać, niezadowolony czynem właściciela.
Avery, zbyt pochłonięty obserwacją, nie przejął się tym zbytnio. Właśnie dostrzegł wiele szczegółów, na które nie zwrócił uwagi wcześniej, podczas zakupu. Na przykład na dziwne, choć niezbyt widoczne błony wyrastające zwierzęciu w miejscu policzków. Przypominały delikatny, wystający spod skóry grzebień wachlarza, który, prócz funkcji zdobniczej, prawdopodobnie nie miał już żadnego zastosowania. Nie zauważył ich wcześniej, ponieważ zakrywały je oklapnięte, spiczaste uszy. Smok miał też dwie malutkie, żółtawe wypustki umieszczone na czole: zalążki wspaniałego poroża. Avery sam nie wiedział co o tym myśleć. Puścił pysk gadziny, która teraz zaczęła sapać gwałtownie, niezadowolona.
- Mam cię od godziny, a ty już odstawiasz chimery – powiedział do niej, uśmiechając się krzywo.
Chwycił zwierzę za skrępowane taśmą przednie łapki - na co to zareagowało gardłowym, ponurym warczeniem - i przyjrzał się im z uwagą. Wieńczyły je cztery krótkie palce, a barwa łusek miała ceglasty, jaśniejszy od reszty ciała odcień. Teraz Avery wiedział już dlaczego smok ma związane taśmą łapy: posiadał długie, żółte pazurki, które z pewnością mogły nieźle podrapać.
Nim zdołał dłużej się nad nimi zastanowić, ktoś bądź coś wymierzyło mu niespodziewanie siarczysty policzek. Podskoczył na siedząco, po czym rozejrzał zdezorientowany. W przypływie emocji pomyślał, iż padł ofiarą psot jakiś niewychowanych dzieciaków.
Ja im pokażę, powiedział sobie w myślach.
Głupie, rozpuszczone bachory. Mimo to po sprawcach nie było ani śladu. Niespodziewanie jego wzrok spoczął na smoczątku.
Jak się okazało to ono, teraz już mocno wkurzone, nie mając czym się bronić użyło ogona, by choć na moment ostudzić irytujący entuzjazm mężczyzny.
- Ty mały potworze! – wrzasnął Avery, po czym chwycił gada za ogon.
Niestety, ujął go w złym miejscu przez co zarobił kolejny policzek: tym razem w wykonaniu złotawej, przypominającej skamieniałe pasma ognia narośli.
- A więc takie z ciebie ziółko.... Na targowisku trzęsłeś się jak liść osiki, a teraz warczysz i atakujesz? Niezła strategia, bestio.
Albo mu się zdawało, albo przez moment na obliczu smoczyska ukazało się coś, co było zwierzęcym odpowiednikiem uśmiechu.
Nagle rozległ się donośny, miarowy odgłos końskich kopyt uderzających o podłoże. Na niewielkie wzniesienie wjechał trzeszczący, stary wóz ciągnięty przez sporych rozmiarów siwka. Woźnica siedział pochylony na koźle i spoglądał tępo w ziemię, zamyślony. W ręce trzymał bat, którego używał od czasu do czasu do ponaglania zwierzęcia.
Avery położył smoka na trawie, po czym podniósł się na chwiejnych nogach. Uniósł dłoń i pokiwał do przybysza.
Na wozie jechał Tobias: sąsiad Averego. Był to ponury, rosły mężczyzna w średnim wieku, który już na pierwszy rzut oka sprawiał groźnego, bezwzględnego człowieka uznającego jedynie prawo pięść. Owe przekonanie umacniał widok jego poszarpanych ubrań, kościstej, zdobionej przez ostre rysy twarzy z mocno zarysowaną szczęką oraz łysej czaszki.
Niestety, ów przekonanie było trafne - Tobias zajmował się ujarzmianiem smoków, przy czym nieraz dopuszczał się okrutnych, wręcz drastycznych sposobów, z pewnością potępianych przez każdego w miarę inteligentnego człowieka. To właśnie dlatego Tobias cieszył się w wiosce ponurą opinią: nie jednak w oczach starego, łatwowiernego człowieka.
Dostrzegając stojącego przy drodze starca pociągnął mocno za wodze, zmuszając konia do zatrzymania się.
- Witaj Avery – przywitał się Tobias niskim, nieprzyjemnym głosem.
Avery zbliżył się do wozu, niezwykle rozweselony.
- Witaj! Dobrze cię widzieć! – zawołał wesoło, kładąc ręce na podeście. – Właśnie sobie odpoczywałem i oglądałem....
- Wracasz z miasta? – przerwał mu mężczyzna bez entuzjazmu. Sądząc po jego minie nie miał najmniejszej ochoty na zbędne, nudne dyskusje.
- Tak.... – odrzekł Avery, którego ten bezczelny manewr nie był w stanie zbić z tropu. - Kupiłem to co chciałem, ale nie pomyślałem, by zaczekać na autobus. Teraz pokutuję: nie mam już siły iść dalej.
- Czy to co kupiłeś to nie przypadkiem ten leżący w trawie stwór?
Starzec odwrócił się: Tobias pokazywał na leżący wśród zielonych źdźbeł szamoczący się tobołek.
- Tak! Tak! Jak najbardziej! – powiedział pośpiesznie, zawstydzony ową uwagą, po czym pognał w tamtym kierunku.
Po chwili wrócił trzymając w dłoniach i worek i zwierzątko, które za wszelką cenę próbowało pozbyć się krępującej taśmy. Avery z trudem chwycił je w pasie i uniósł na wysokość oczu towarzysza: ten, gdy tylko je zobaczył, drgnął nerwowo, a oczy błysnęły mu dziko.
- To smok. – powiedział chłodno, a starzec ze zdziwieniem zauważył, że w mig wyzbył się wzmożonego entuzjazmu. – Myślałem, że chcesz konia.
- Też tak myślałem... Dopóki nie dowiedziałem się co potrafi ten zwierzak. Kupiłem go od Czarnego Demona: tak, jak mi kazałeś. – odrzekł beztrosko, sadzając smoka na podeście.
- Nie wiedziałem, że Czarny Demon miał na zbyciu smoka. – jego głos nie brzmiał zbyt przekonująco, na co Avery i tak nie zwrócił większej uwagi, zainteresowany własnymi sprawami.
- Tym razem miał. Tak się zastanawiam kim ten człowiek jest. Miał na sobie kaptur, był niesympatyczny i w ogóle. Przypominał mi jakiegoś bandziora, lewego handlarza mającego kontakty z najgorszymi przestępcami żyjącymi w Suwerenie...
- Słuchaj, spieszę się do domu. Chcesz jechać ze mną? – zaproponował Tobias, po raz kolejny przerywając mu zdanie.
Avery niewiele przejmował się tym, że mężczyzna w ogóle go nie słuchał tylko uporczywie spoglądał na małe smoczątko, które, wyczuwając jego wzrok, znieruchomiało - prawdopodobnie gdyby nie ono, w życiu nie zaproponowałby mu darmowej przejażdżki swoim powozem.
Mniejsza o to, ważne, że to zaproponował, pomyślał obojętnie. dając ponieść się pozytywnym emocjom.
Ostatnio odkryłam, że żeby wstawić na bloga notkę też potrzeba wena... Dobrze, że w końcu mi się to udało. Tekst może nie najlepszy (poprawiam treść z 2006, a to akurat jest motyw nowy i niedokładnie przeze mnie opisany), ale mam nadzieję, że nie określicie go jako dno dna.
Dubra, to tyle.
Jak zapewne niektórzy zauważyli, szablon pozbył się suwaków i nieco się "zmienił".
Loretta 20/02/2009 09:34:54 [
Powrót]
Zmień historię...
Zapraszam na nowy Prolog:)
DerraS 1/03/2009 16:22:24
| brak www IP: 79.184.242.43
Oho, a więc mam na co liczyć w trzeciej części? No cóż, dzięki za wasze opinie, bo już wiem, co poczytam, gdy skończę lekturę książki, do której się obecnie dobrałam. Pytałam, bo druga część cholernie mnie zawiodła i wynudziła, i mimo tego, iż zakupiłam kolejny tom, nie miałam zamiaru go przeczytać bez upewnienia, czy jest godny mojego czasu.
Jeszcze raz dziękuję :)
Loretta 24/02/2009 09:23:14
| brak www IP: 85.221.201.52
Witam:) Właśnie znalazłam trochę czasu tzn. nie chciało mi się uczyć to przeczytałam ten rozdział. W sumie ani mnie nie grzeje ani ziębi, zaliczyłabym go do koniecznych przerywników, żeby akcja mogła dojść do następnego etapu. Oczywiście najbardziej podoba mi się smok;). To opowiadanie jest oryginalne przez to, że łączysz elementy fantastyczne z rozwiniętą techniką. Nie mogę się doczekać następnego.
Brisingr... jestem w połowie i pozytywnie mnie zaskoczył, widzę poprawę u autora, podoba mi się kilka pomysłów tam zawartych, jednak nadal ta seria będzie dla mnie kategorii trzeciej jeśli chodzi o fantasy. Potwornie shematyczny świat i historia (a ja nienawidzę schematów) oparty w dużej mierze na Władcy Pierścieni (a tej książce nic nie dorówna).
Życzę weny, wiem, że jest niezwykle pisarzowi potrzebna;)
P.S.: Na moim komputerze już powstaje coś na kształt Prologu, mam nadzieję, że niedługo Ofiara znowu ruszy
DerraS 23/02/2009 19:31:56
| brak www IP: 156.17.100.90
Że tak się wtrącę... Brisingr w sumie mnie zaskoczył raczej pozytywnie, ale to dlatego, że miałam ogólnie niskie mniemanie o dotychczasowych częściach. Powiem tak - zdarzają się tam całkiem interesujące szczegóły, i jest ich więcej niż w poprzednich tomach, ale ogólna, mocno nawinowata konwencja jest nadal ta sama, więc cóż... Ja przeczytałam, w sumie nie żałuję, chociaż trochę mnie wkurza, że takie dosyć przeciętne książki zyskują ogromną popularność, a wiele bardziej wartościowych jest mniej znanych, ale tak to już jest. I tak seria eragona nie należy jeszcze do najbardziej dennych przypadków...
No, to tyle ode mnie w tej kwestii ^^
Lena Nika 22/02/2009 10:11:35
| brak www IP: 87.205.195.187
Kurcze coś z tym smokiem musi być... Pewnie tne Tobias będzie chciał go tresować, ale tymi swoimi okropnymi sposobami... Ale tak to jeszcze początek więć czekam na dalsze części :)
A co do 3 tomu "eragona" to powiem tak" mnie jak zwykle wciągnął i wiele inf nowych, niektóre naprawdę zaskakujące się pojawiły. Zachęcam do przeczytania, ale nie mogę niestety zagwarantować, czy Ci sie spodoba. Ale spróbuj, myślę, że warto :)
Anya 21/02/2009 20:00:33
| brak www IP: 83.7.65.155
Cóż, w sumie powiedziałabym że rozdział jest taki... zwykły. Trochę o smoku, droga do domu, pojawienie się sąsiada... Nie żeby było nudne, ale nie było też niczego specjalnie przyciągającego uwagę. Hmm, w sumie takie rozdziały też są czasami potrzebne...
Chociaż w sumie ciekawe, co Tobias kombinuje... Przecież chyba nie ukradnie Averemu tego smoka?
No cóż, zobaczymy.
Pozdrawiam!
Lena Nika 21/02/2009 08:39:12
| brak www IP: 87.205.244.30
Ten prosty szablon i HTML to moje dzieło, z kolei grafika pochodzi Stąd